kot śpi na książce - KotemOka

Wszystko cię przytłacza i nic nie robisz? Ten prosty sposób pomaga ruszyć z miejsca

Telefon do lekarza, rachunki, porządki, odpowiedź na wiadomość, umówienie wizyty, załatwienie sprawy, którą odkładamy od tygodni. Każda z tych rzeczy z osobna wydaje się prosta. Kiedy jednak kilka z nich pojawia się jednocześnie, może wydarzyć się coś zaskakującego: zamiast zacząć działać, nie robimy nic. Im dłużej trwa bezczynność, tym trudniej się przełamać.

To niekoniecznie lenistwo czy brak silnej woli. Czasami problem polega na tym, że zadanie, które zapisaliśmy w głowie jako jedną rzecz, w rzeczywistości składa się z wielu decyzji. A kiedy tych decyzji jest zbyt dużo, najłatwiej jest… nie podejmować żadnej. 

Kiedy zwykłe sprawy zaczynają przytłaczać. To nie musi być kwestia lenistwa

„Trzeba zająć się rachunkami”, „muszę w końcu posprzątać dokumenty”, „powinienem zadzwonić do przychodni” – takie zdania brzmią jak konkretne zadania. W praktyce często nimi nie są.

Telefon do lekarza oznacza przecież wybór numeru, znalezienie odpowiedniej placówki, zastanowienie się, kiedy można zadzwonić i co właściwie powiedzieć. „Zająć się dokumentami” może oznaczać przejrzenie wielu papierów, zdecydowanie, co zachować, a co wyrzucić, i znalezienie miejsca, w którym wszystko będzie przechowywane.

Każda kolejna decyzja dokłada niewielkie obciążenie. Gdy takich spraw uzbiera się kilkanaście, nawet prosta czynność może zacząć wydawać się ogromnym przedsięwzięciem.

Poczucie „zamrożenia” może być związane raczej z przeciążeniem niż z charakterem człowieka. Nasza uwaga ma ograniczoną pojemność, a kiedy jednocześnie próbujemy pamiętać o wielu nierozwiązanych sprawach, coraz trudniej zdecydować, od czego zacząć. 

Dlatego zamiast wyrzucać sobie: „nic mi się nie chce”, warto zadać inne pytanie: jaka jest najmniejsza rzecz, którą mogę teraz zrobić?

Nie „posprzątać mieszkanie”. Nie „załatwić wszystkie sprawy”. Tylko: wyjąć dokumenty z szuflady. Otworzyć kopertę. Napisać jedną wiadomość. Wziąć do ręki numer telefonu. To właśnie różnica między dużym zadaniem a konkretnym ruchem.

Najlepsze zadanie jest czasami… nudne i najprostsze

Jeśli zapiszemy „załatwić sprawy zdrowotne”, a następnie zmienimy to na „zastanowić się, do którego lekarza zadzwonić”, nadal pozostaje przed nami decyzja.

Znacznie skuteczniejsze może być zejście jeszcze poziom niżej – aż do momentu, w którym nie trzeba już niczego wymyślać.

Zamiast „załatwić wizytę u lekarza” można więc powiedzieć sobie: „Wyjmę kalendarz i sprawdzę, jakie mam wolne dni”.

Zamiast „uporządkować zdjęcia”: „Wyjmę jedno pudełko ze starymi fotografiami”.

Zamiast „zrobić porządek w dokumentach”: „Położę wszystkie dokumenty z jednej szuflady na stole”.

To są czynności tak proste, że trudno znaleźć powód, by ich nie wykonać. Możesz przeprowadzić praktyczny test: dobrze określone zadanie powinno być tak konkretne, aby inna osoba mogła je wykonać bez zadawania dodatkowych pytań. 

„Muszę uporządkować zdjęcia” jest niejasne.

„Wyjmę album z 2020 roku i położę go na stole” jest konkretne.

„Muszę zająć się ogrodem” brzmi jak projekt na pół dnia.

„Podleję dziś dwie doniczki na balkonie” to czynność, którą można wykonać od razu.

Im mniej decyzji trzeba podjąć przed rozpoczęciem, tym łatwiej ruszyć.

Zapisz tylko trzy rzeczy

Pomocna może być kartka albo mała karteczka samoprzylepna. Nie chodzi jednak o tworzenie kolejnego skomplikowanego systemu organizacji życia. Wystarczą trzy informacje: kiedy zaczynam, co dokładnie robię i kiedy kończę.

Przykład? „Po śniadaniu siadam przy stole. Otwieram jedną kopertę z dokumentami. Kończę po jej przeczytaniu”. I rzeczywiście na tym kończymy. To ważne, ponieważ celem nie jest podstępne zmuszenie się do wielogodzinnej pracy. Chodzi tylko o wykonanie jednego, wcześniej określonego ruchu. 

Bywa też tak, że sprawa od dawna pozostaje nienaruszona, ponieważ w środku ukryta jest jedna decyzja, której nie chcemy albo nie potrafimy podjąć. Nie wiemy, czy zadzwonić do jednej osoby, czy do drugiej. Nie jesteśmy pewni, którą opcję wybrać. Brakuje nam jednej informacji. A może po prostu boimy się, że podejmiemy niewłaściwą decyzję.

Wtedy warto napisać na kartce jedno zdanie: „Czego jeszcze nie zdecydowałem?” Odpowiedź może całkowicie zmienić następny krok. Jeśli potrzebujemy informacji od kogoś innego, naszym zadaniem nie jest „załatwienie sprawy”, lecz wysłanie jednej wiadomości.

Jeżeli decyzja należy do nas, można przeznaczyć na nią konkretny czas, a jeśli wybór między dwiema możliwościami jest trudny, pomocne może być wybranie tej, którą łatwiej później zmienić. 

Dobre życie nie musi oznaczać ciągłej produktywności

Warto jednak uważać, by tej metody nie zamienić w kolejną presję na siebie. Nie każdy dzień musi być idealnie zaplanowany. Nie trzeba też każdego ranka tworzyć listy dziesięciu rzeczy do zrobienia. Czasami sukcesem jest po prostu ruszenie jednej sprawy z miejsca.

Można zadzwonić w sprawie wizyty. Można otworzyć jedną szufladę. Można odpisać na jedną wiadomość. Można zrobić jeden krok podczas spaceru, jeśli wcześniej trudno było w ogóle wyjść z domu.

Nie chodzi o to, aby z każdego dnia wycisnąć maksimum. Chodzi o to, żeby dzień nie został całkowicie przejęty przez poczucie bezradności.

Kiedy warto poszukać dodatkowej pomocy

Jeżeli poczucie przytłoczenia utrzymuje się długo i zaczyna utrudniać wykonywanie zwykłych codziennych czynności, nie warto sprowadzać go wyłącznie do „braku motywacji”.

Jak podaje National Institute of Mental Health, w przypadku nasilonych objawów utrzymujących się przez dwa tygodnie lub dłużej, takich jak problemy z koncentracją, trudności z podejmowaniem prostych decyzji czy wykonywaniem codziennych obowiązków, warto porozmawiać ze specjalistą.

Podobne wpisy