kultura zapracowania - Obraz wygenerowany przez AI

Kultura zapracowania. Dlaczego po latach ciągłego pędu warto zmienić zasady gry

Przez lata można być przekonanym, że im więcej pracujemy, tym więcej osiągamy. Dłuższy dzień, kolejny telefon po godzinach, weekend poświęcony na nadrobienie zaległości — wszystko to łatwo uznać za dowód ambicji. Problem zaczyna się wtedy, gdy wysiłek pozostaje ten sam, ale przestaje przynosić podobne rezultaty.

Kultura „hustle”, czyli przekonanie, że trzeba nieustannie pracować, rozwijać się i być produktywnym, długo była przedstawiana jako droga do sukcesu. Dla wielu osób rzeczywiście przez pewien czas działała. Z czasem jednak relacja między liczbą przepracowanych godzin a tym, co dzięki nim zyskujemy, może się zmienić. Właśnie wtedy warto zadać sobie inne pytanie: nie „jak pracować jeszcze więcej?”, ale czy nadal opłaca mi się pracować w ten sam sposób?

Czym właściwie jest kultura zapracowania?

Kultura zapracowania zakłada, że ambicję można mierzyć liczbą godzin poświęconych pracy. Odpoczynek staje się czymś, na co trzeba sobie zasłużyć, a pusty fragment kalendarza może zacząć wyglądać jak dowód braku ambicji.

Samo słowo „hustle” ma znacznie starszą historię. Pojawiło się w języku angielskim w XVII wieku, a w XIX wieku zaczęło być używane także w kontekście działalności handlowej i intensywnego działania nastawionego na sukces.

Współczesna wersja tej idei szczególnie mocno rozwinęła się w drugiej połowie lat 2010. Popularne stały się hasła takie jak „rise and grind”, gloryfikujące codzienną pracę, wysiłek i nieustanne dążenie do celu.

W 2018 roku współzałożyciel Reddita Alexis Ohanian użył określenia „hustle porn”, krytykując przekonanie, że człowiek powinien pracować praktycznie bez przerwy, aby udowodnić swoją wartość.

Powstała więc kultura, w której zmęczenie zaczęło być traktowane niemal jak odznaka honorowa.

Przez pierwsze lata to naprawdę mogło się opłacać

Krytyka kultury zapracowania często pomija jedną rzecz: duża liczba godzin poświęcanych pracy nie zawsze była złym pomysłem.

Dane dotyczące wynagrodzeń z 18 krajów pokazują, że zarobki rosną przez mniej więcej pierwsze 20 lat doświadczenia zawodowego, a następnie wzrost zaczyna się wypłaszczać. W Stanach Zjednoczonych po 20 latach doświadczenia wynagrodzenia są średnio około 75 proc. wyższe niż na początku kariery.

To oznacza, że dodatkowy wysiłek na początku zawodowej drogi może rzeczywiście przynosić wymierne efekty. Dodatkowe zlecenie, większa odpowiedzialność, praca w niedzielę czy kolejny projekt mogą być rozsądną inwestycją, szczególnie gdy jesteśmy na początku kariery i budujemy swoją pozycję. Problem pojawia się później.

Z czasem dodatkowa godzina pracy może mieć zupełnie inną wartość niż kilkanaście lat wcześniej. Według badań Johna Pencavela ze Stanforda produktywność rośnie wraz z liczbą przepracowanych godzin mniej więcej do poziomu 49 godzin tygodniowo. Później wzrost produkcji zaczyna zwalniać, a przy około 60 godzinach kolejne godziny mają już niewielki wpływ na rezultat.

Podobne zjawisko zaobserwowano we współczesnym badaniu dotyczącym pracowników call center. Wzrost liczby godzin pracy o 1 proc. przekładał się na wzrost produkcji o około 0,9 proc. Co więcej, sposób rozłożenia pracy również ma znaczenie. Badanie wykazało, że gdy tę samą liczbę godzin rozłożono na siedem dni zamiast sześciu, produktywność była około 10 proc. niższa.

Innymi słowy: praca bez przerwy nie musi oznaczać pracy skuteczniejszej.

Organizm również wystawia rachunek

Jest jeszcze drugi aspekt długich tygodni pracy. Nie chodzi wyłącznie o produktywność. Według szacunków WHO i Międzynarodowej Organizacji Pracy w 2016 roku 488 milionów ludzi pracowało co najmniej 55 godzin tygodniowo. Ekspozycję na tak długi czas pracy powiązano z 745 194 zgonami z powodu udaru i choroby niedokrwiennej serca.

Analiza obejmująca 22 badania i 839 680 osób wykazała, że praca przez co najmniej 55 godzin tygodniowo wiązała się z 35-procentowym wyższym ryzykiem udaru w porównaniu z pracą przez 35–40 godzin.

Przy 49–54 godzinach tygodniowo wzrost ryzyka wynosił 13 proc., natomiast dla 41–48 godzin nie stwierdzono wyraźnego efektu.

Nie wystarczy jednak po prostu pracować mniej

Tu pojawia się pewien paradoks. Można zmienić pracę na spokojniejszą, skrócić dzień pracy i nadal nie umieć odpoczywać. Kultura zapracowania jest zewnętrzna: tworzą ją oczekiwania pracodawcy, środowisko zawodowe, konkurencja czy społeczne przekonanie, że trzeba być ciągle aktywnym, ale z czasem może pojawić się również wewnętrzny przymus pracy.

Psychologowie zajmujący się tym zjawiskiem rozróżniają nadmierną pracę od kompulsywnego pracowania. Pierwsza dotyczy zachowania, druga sposobu myślenia.

Samo pytanie „ile godzin pracuję?” może więc nie wystarczyć.Lepsze może być inne: Czy potrafię przestać pracować?

Najważniejszy może być nie krótszy dzień, lecz prawdziwe odłączenie

Badania dotyczące odpoczynku od pracy wskazują na znaczenie tak zwanego psychologicznego odłączenia, czyli stanu, w którym po zakończeniu pracy rzeczywiście przestajemy mentalnie nią żyć.

Metaanaliza obejmująca 91 prób badawczych i 38 124 pracowników wykazała, że psychologiczne odłączenie od pracy w czasie wolnym wiązało się z mniejszym wyczerpaniem i zmęczeniem, a także lepszym snem i większą satysfakcją z życia.

Wpływ na wykonywanie zadań był natomiast niewielki i właśnie w tym tkwi istota odpoczynku. Nie musi on przede wszystkim zwiększać produktywności. Ma pozwolić człowiekowi odzyskać zasoby.

Jak wyjść z kultury zapracowania? Nie każdy odpoczynek działa tak samo

Nie trzeba od razu rzucać pracy, przeprowadzać się na wieś ani całkowicie zmieniać swojego życia.

Pierwszym krokiem może być znacznie prostsza rzecz: wyznaczenie jednego wieczoru, w którym praca naprawdę się kończy.

Bez laptopa. Bez telefonu sprawdzanego co kilka minut. Bez „tylko jeszcze jednej rzeczy”.

Badania Sabine Sonnentag pokazują, że psychologiczne odłączenie od pracy jest szczególnie korzystne właśnie w dniach, w których obciążenie pracą było największe.

To może wydawać się sprzeczne z intuicją. Kiedy mamy najwięcej pracy, chcemy poświęcić na nią również wieczór. Tymczasem właśnie wtedy odpoczynek może być najbardziej potrzebny.

Znaczenie ma również to, czym zajmujemy się po pracy. W badaniu obejmującym 74 pracowników obserwowano aktywności wykonywane wieczorem. Aktywność społeczna, niewymagające wysiłku zajęcia oraz aktywność fizyczna wiązały się z większym poczuciem energii następnego ranka.

Nie chodzi jednak o znalezienie „idealnego” hobby. Spacer, który polega na analizowaniu jutrzejszego spotkania, trudno uznać za prawdziwą przerwę od pracy. Aktywność może być świetnym narzędziem regeneracji tylko wtedy, gdy rzeczywiście pomaga się odłączyć.

Regeneracja nie powinna być nagrodą

W kulturze zapracowania odpoczynek często funkcjonuje jak premia. Najpierw trzeba zrobić wszystko, co było do zrobienia. Dopiero później można odpocząć.

Tyle że lista rzeczy do zrobienia rzadko się kończy. Badanie prowadzone przez 30 dni w grupie 110 kadetów wykazało, że codzienna presja związana z pracą wiązała się z lepszą realizacją zadań wtedy, gdy pomiędzy kolejnymi okresami pracy następowała regeneracja.

Odpoczynek nie musi więc być nagrodą za wykonanie zadania. Może być warunkiem tego, żeby następne zadanie wykonać dobrze.

Kultura zapracowania ma jeszcze jedną cechę: bardzo trudno ją zaspokoić. Zawsze można zrobić więcej.

Dlatego zamiast rozpoczynać kolejny tydzień z ogromną listą zadań, można wcześniej zdecydować, co właściwie oznacza „dobry tydzień”. Wystarczą dwa rezultaty, które powinny zostać osiągnięte do piątku. Wszystko poza nimi jest dodatkowe.

To proste ćwiczenie może być zaskakująco trudne. Jeśli nie potrafimy powiedzieć, co właściwie jest wystarczające, problem może dotyczyć nie braku czasu, lecz braku ustalonych priorytetów.

Odejście od kultury zapracowania nie musi oznaczać rezygnacji z ambicji. To szczególnie istotne dla osób, które przez lata zbudowały swoją karierę właśnie dzięki dużemu zaangażowaniu.

Nie trzeba nagle uznać, że cała wcześniejsza praca była błędem. Przeciwnie. Mogła mieć sens. Chodzi raczej o rozpoznanie momentu, w którym ta sama strategia przestaje przynosić podobny zwrot.

Można nadal lubić rywalizację, rozwój zawodowy i osiąganie kolejnych celów, a jednocześnie przestać uważać, że każda wolna godzina musi zostać przeznaczona na pracę.

Zacznij od jednego wieczoru

Nie musisz od razu tworzyć wielkiego planu równowagi między życiem a pracą. Wybierz jeden dzień. Ustal godzinę zakończenia pracy. Zamknij komputer. Odłóż telefon w miejsce, do którego nie sięgasz automatycznie. I obserwuj, co się dzieje.

Jeżeli pojawia się przede wszystkim ulga, być może problemem były zewnętrzne oczekiwania.

Jeśli natomiast pojawia się niepokój, poczucie winy albo potrzeba znalezienia sobie kolejnego zadania, może to oznaczać, że presja zewnętrzna zdążyła zamienić się w nawyk.

Wtedy samo skrócenie czasu pracy może nie wystarczyć. Bo najtrudniejsze w wychodzeniu z kultury zapracowania nie zawsze jest zamknięcie laptopa.

Czasem trudniejsze jest przekonanie samego siebie, że nie trzeba go już za chwilę otwierać.

Zapraszam także do lektury cotygodniowych felietonów o tym, jak cieszyć się dobrym życiem i drobnymi przyjemnościami.

Źródło inspiracji: LifeHack.